Ponownie Czarnogóra – Herceg Novi – drzwi do cudownego kraju
W dniach 5–8 czerwca br. czteroosobowa delegacja reprezentująca nasz region IPA, przebywała w Czarnogórze na zaproszenie naszego bratniego regionu IPA Jug. Można by powiedzieć, że była to „babska” wyprawa, chociaż miałyśmy jednego „rodzynka” – Mateusza, który dołączył do nas w zamian za odwołane seminarium w Gimborn.
Poleciałyśmy z Krakowa Ryanairem dzień wcześniej, aby prywatnie zwiedzić Podgoricę, i gdyby nie opóźnienie samolotu, być może prosto z lotniska pojechałybyśmy z Biljaną – Prezydentem IPA Czarnogóra do Szkodry w Albanii, gdzie odbywało się otwarcie I Mistrzostw Świata IPA w piłce nożnej. Po dotarciu do Podgoricy i zakwaterowaniu w hotelu Kelmer w centrum miasta, wybraliśmy się na wieczorny spacer po stolicy.
Drugiego dnia udaliśmy się do Herceg Novi, gdzie rozpoczęła się nasza trzydniowa przygoda. To urocze nadmorskie miasteczko położone u wejścia do Zatoki Kotorskiej, zachwyca swym klimatem, zielenią i spokojem. Malownicze stare miasto, pełne wąskich uliczek i schodków, tętni życiem, a spacer promenadą wzdłuż morza to czysta przyjemność, chociaż nieco stresująca ze względu na samochody i motocykle, które mijają nas o włos. Herceg Novi to idealne miejsce na relaks i poznanie czarnogórskiej gościnności. Zatrzymaliśmy się w małym butikowym hotelu Max, tuż nad samym morzem, którego właścicielka powitała nas z ogromną serdecznością – od razu poczuliśmy się jak na prawdziwych wakacjach. Wieczorem spotkaliśmy się z przewodniczącym IPA Jug – Dejanem Jankoviciem, który zabrał nas na kolację do centrum miasta. Typowo czarnogórska uczta, z „mešano meso” i lokalnymi deserami, sprawiła, że już wtedy wiedzieliśmy – chcemy tu zostać dłużej.
Trzeciego dnia, pod opieką Dragomira, wybraliśmy się w góry do Ostrogu – prawosławnego miejsca kultu. Ze względu na mój lęk wysokości, trudno powiedzieć, co było gorsze – droga w górę czy zjazd w dół… Po duchowej uczcie był czas na obiad, a po powrocie udało nam się jeszcze złapać dwie godziny na relaks i kąpiel w Adriatyku 😊
Wieczorem uczestniczyliśmy w koktajlu z okazji rozpoczęcia regat w Porto Novi, czyli nowoczesnej marinie i ekskluzywnego kurortu, który łączy luksus z urokiem śródziemnomorskiego stylu życia. Takie miasto w mieście. Porto Novi oferuje eleganckie restauracje, zachwycające widoki na Adriatyk oraz doskonałe warunki do wypoczynku. Spotkaliśmy się tam z niezwykle sympatycznym dyrektorem obiektu, który znalazł chwilę na miłą rozmowę z nami.
Ostatni dzień to wyprawa do Kotoru – według mnie miejsca absolutnie kultowego i wyjątkowego. Miasto, które dosłownie wbija się w skały, zachwyca średniowieczną architekturą i atmosferą rodem z innego świata. Labirynt wąskich uliczek, potężne mury obronne i panorama zatoki z twierdzy św. Jana – to trzeba zobaczyć na własne oczy. Kotor to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na Bałkanach – obowiązkowy punkt każdej wyprawy do Czarnogóry.
Ze względu na odległość nie pojechaliśmy, Jadranską magistralą wzdłuż wybrzeża, tylko na skróty przez góry. Droga wijąca się przez góry wąska, z jednej strony skały z drugiej przepaść i kolejny zjazd w dół powodują u mnie niespotykany strach. Uwielbiam Czarnogórę, ale te „hardkorowe” trasy zawsze wywołują u mnie palpitacje serca. Więc patrzę zza półprzymkniętych powiek, a gdy już czuję się stabilnie – spoglądam w dół i się zachwycam 😊






